* Z perspektywy Klaudii *
Mimo, że Zayn był obok i trzymał mnie za ręke, poczułam jak mdleję. Poczułam, ale to nie była prawda, bo niestety dalej stałam na tej przeklętej podłodze jakbym wrosła w ziemie. Gdyby mnie zabrali do szpitala, ułatwiliby mi sprawę i może nie musiałabym spotykać znowu tego olbrzymiego faceta, niejakiego Alexa.
- Hej, przecież nie idziemy na skazanie - zaśmiał się mulat.
Czyżby.?
Nie zdąrzyłam odpowiedzieć, pociągnął mnie i ruszyliśmy korytarzem. Pełno drzwi. Pełno wszystkiego, roślin, foteli, obrazów, płyt okrytych złotem. Wszystko co powinno być całkiem normalne, przyprawiało mnie o zawrót głowy. Chyba mój ukochany to wyczuł, bo stanęliśmy, spojrzał mi w oczy i mnie przytulił. Cudowny, uzdrawiający dotyk. Czy ja wogóle miałam prawo o takiej gwieździe myśleć "Mój ukochany"?
- Cześć Alex, przyprowadziłem ją - powiedział Zayn, gdy tylko znaleźliśmy się w jakimś mniejszym pomieszczeniu. Z ogromną maszynerią i wielkim lustrem. Czarny fotel obrócił się i zobaczyłam go. Powinno mi się zrobić niedobrze, powinnam wymiotować na widok tego faceta, ale nic takiego się nie działo. Uśmiechał się do mnie szeroko.
- No w końcu. Miło Was widzieć - powiedział donośnym głosem, co zabrzmiało jakbym cofnęła się o 10 lat i znalazła się na dywaniku u dyrektora. Alex w końcu też był dyrektorem, ale to było co innego. Czułam jakby wzrokiem chciał mnie pocieszyć i przytulić, w każdym bądź razie, jego oczy, w przeciwieństwie do jego głosu, napewno cieszyły się na nasz widok.
- To co? Pokażemy Klaudii co przygotowaliśmy na dziś? - zapytał Zayn, cmoknął mnie w czoło i puścił moją ręke. Wszystko stało się tak błyskawicznie. Chłopak zniknął za jakimiś drzwiami, światło w pokoju przygasło, melodia wcześniej dobiegająca z głośników ucichła. Jedyne co ledwo widziałam to migające światełka na konsoli.
- Patrz - usłyszałam. Inny ton głosu Alexa niż przedtem.
Nagle jakby zamiast lustra pojawiło się jedynie szkło i ujrzałam Zayna, Harrego, Louisa, Nialla, Liama. Stali przy pięciu topornych mikrofonach. Obok siedział Paul na swojej perkusji, a dalej stało dwóch chłopaków z gitarami, i jakaś dziewczyna przy keybordzie. Widok świetny, wręcz nie wiarygodny. Byłam w prawdziwym studiu nagraniowym!
Alex ponaciskał jakieś przełączniki, a gdy zapaliła się czerwona lampka nad oknem, zawołał, że można zaczynać. Zayn uniósł ręke do góry, na znak że wie co robić.
Patrzyłam.
Do moich uszu zaczęła dolatywać świetna melodia, potem słowa. Słowa wyrażały ból, tęsknotę, smutek. Na twarzy każdego z nich wyczytywałam czułość, zaangażowanie. Miłość, cholernie dużo cholernej miłości. To pasowało. Idealny obrazek, brytyjskiego boysbandu.
- To było...
- Dobre. Louis to napisał - dokończył Alex przyglądając się mojej zaskoczonej minie. Czułam jak prześwietla mnie na wylot. - Idź do nich.
Nie czekałam na większą zachęte. Olałam Alexa i wbiegłam za drzwi. Rzuciłam się Zaynowi na szyję i uśmiechnęłam się do każdego szeroko. Przez chwilę miałam przed oczami wspomnienie pocałunku. Mojego i Harrego. Czy on też czasem o tym myślał?
- Nie ważne - wyrwało mi się i wszyscy na mnie dziwnie spojrzeli - nie ważne, że ta piosenka mówi o bólu, jest genialna.
Uf, wybrnęłam.
- Autorstwa Lou - Harry objął chłopaka i poklepał po plecach. - Nie wiem co go napadło, aby takie smutki pisać, ale wyszło mu świetnie.
* Oczami Louisa *
Wyszliśmy z wytwórni, Klaudia jeszcze chwile porozmawiała z Alexem i ruszyliśmy w strone hotelu. Swoją drogą, Alex dziwnie się przy niej zachowywał. Był inny niż przy nas, starał się robić lepsze wrażenie. Patrzył jej w oczy jakby robił to wieczność temu. Miał charakterystyczną postawe, podobnie jak ona. Gdy stali, wyglądali troche zabawnie, mieli taki sam kolor oczu. Brązowe tęczówki, wyrażające tęsknote, ale równocześnie samowystarczalność. To było dziwne.
Na szczęście po drodze do hotelu, nie spotkaliśmy wielu fanek, więc szybko dotarliśmy na miejsce. Nikt z przyjaciół nie zauważył, że prawie się nie odzywałem. Prędko nie wróci mi humor, więc w końcu zaczną wypytywać. Trzeba wymyślić dobrą wymówkę.
- Ooo hej! - usłyszałem głos. Poznałbym go wszędzie. Karolina.
- Cześć - no oczywiście, zapomniałem o nim. Paul podszedł i objął dziewczynę w pasie. Była troche zdezorientowana, ale się nie cofnęła. Przeklęty Paul.
Wszyscy się rozeszli po hotelu, więc postanowiłem pójść do barku. Jakaś dziewczyna zajęła poprzednie miejsce Asi. W sumie to dobrze, bo teraz więcej czasu ma dla nas. Dla nich. Dla Harrego. Słyszałem jak w nocy przez sen, powiedziała że go kocha.
- Życie to durna telenowela - zacząłem zwierzać się już po pierwszym drinku. - No wiesz, przyjaciele oszukują, kradną miłość Twojego całego życia, a Ty nie możesz nic z tym zrobić. Stoisz i się patrzysz, udajesz uśmiech.
Potem wypływały ze mnie zdania coraz prywatniejsze. Opowiadałem o wszystkim, a dziewczyna słuchała. Gdy zacząłem bełkotać, położyłą swoją dłoń na mojej. Poczułem przypływ dobrej energii. To było fajne, chciałem więcej. Wychyliłem się do niej i dotknąłem dłonią jej policzka. Nie cofnęła się, objęła moją twarz i pocałowała mnie. Ledwo przeskoczyłem bar i już znalazłem się przy jej ciele. Było gorące, płynęła od niej dobra energia. Potrzebowałem jej. Nasze usta złączyły się, a moje dłonie wylądowały na jej biodrach. Potem na udach i pod sukienką...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz