piątek, 15 czerwca 2012

ROZDZIAŁ XII - "Ty i ja."

Cały ranek spędziłam w sali treningowej zastanawiając się nad tym, co Zayn zrobił poprzedniego dnia. Pocałował mnie, a ja to odwzajemniłam. Później jakby nigdy nic, odprowadził mnie do pokoju i pożegnał tylko buziakiem w policzek. I weź tu oprzyj się takiemu no?! Byłam... W kropce.
Próbując poraz kolejny zrobić element akrobatyczny, wywaliłam się z hukiem na ziemie. Zaczęłam tak poprostu się śmiać. Leżałam i miałam ubaw.
- Klaudia?! Co się stało? - to był Liam. - Dlaczego się tak śmiejesz?
Pomógł mi wstać. - A co, to już nie można tak poprostu leżeć i się śmiać? - palnęłam z uśmiechem dziesięciolatki. Odwróciłam się i zobaczyłam, że do sali wchodzi Karolina i Annie. Trzymały się za ręce?! Przez chwile pomyślałam, że to żart. Jakiś głupi żart, może halucynacja? Bo przecież...
- Cześć Słońce! Znasz chyba Annie, to moja siostra - powiedziała moja przyjaciółka z uśmiechem, jakby to było zupełnie oczywiste i naturalne. Przecież ta ruda to wiedźma!

Zayn postanowił, że po próbie pójdziemy na lody. Uświadomiłam sobie, że do tej pory nie jadłam londyńskich lodów.
- Dziękuje - powiedziałam gdy podał mi porcje. - Czy ty też myślisz że Annie jest fałszywa?
- Ta ruda? Owszem. Kleji się do mnie i do chłopaków, a Louisowi to wogóle weszła do łazienki - odpowiedział chłopak, a ja parsknęłam śmiechem.
Pobrudziłam się lodami, miałam je na policzkach, dekolcie i koszulce.
- Cholera!
- Spokojnie, spróbuję coś z tym zrobić - odpowiedział Zayn przybliżając się. Musnął ustami mój policzek, potem usta, szyję. Przeszły mnie ciarki, upuściłam lody, złapałam go za policzki i przyciągnęłam do ust. Całowałam się na oczach innych ludzi, w lodziarni, w Londynie. Nigdy nie byłam zwolenniczką publicznego okazywania uczuć, ale tym razem jakoś mi to nie przeszkadzało.
- Bleee... - usłyszałam za plecami i momentalnie odskoczyłam od bruneta. Ujrzeliśmy małą dziewczynkę jedzącą lody. Popatrzyła na nas z obrzydzeniem i odeszła. Wtedy Zayn mnie przytulił do siebie. Zrobiło mi się miło, bo jak dotąd był wręcz brutalny.
- I bardzo dobrze, dorośli zazwyczaj są obleśni! - krzyknął za dziewczynką, a ja wybuchnęłam głosnym śmiechem. - Tak będzie wyglądało nasze dziecko.
- Nasze? Nasze będzie ładniejsze! - zaśmiałam się. - Pogadamy o tym później, a teraz chodź, musimy się przebrać, bo ty też się ubrudziłeś!

- Ty i ja? - zapytał gdy szliśmy ze splecionymi dłońmi.
- Ty i ja. - uśmiechnęłam się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz