* Z perspektywy Klaudii *
Kilka dni później...
Życie nie jest zabawne, czasem lubi platać nam figle. Nigdy nie wiemy co przyniesie nam nowy dzień, nie umiemy przewidzieć co nas czeka. Ale w tym właśnie tkwi sens ludzkiego życia. Życie polega na tym by codziennie zdobywać je od nowa, szanować, bo nigdy nie wiemy kiedy je stracimy. Te wartości są jak kwiat, o który trzeba dbać, pielęgnować aby kwitł. O miłości wiemy wiele, daje nam uśmiech, ciepło, radość, pozytywne podejście do życia. Jest również jak narkotyk, którego z dnia na dzień potrzebujemy coraz więcej i więcej. Uzależniamy się, a potem nas rani. Prawdziwy przyjaciel natomiast sprawia, że możesz być sobą w stu procentach. Daje Ci totalną swobodę i nawet gdy zrobisz głupstwo zostanie z Tobą. To wszystko idealnie pasowało do mojego Zayna. Przynajmniej tak myślałam.
Leżałam na tarasie na leżaku, bo to było wyjatkowo upalne popołudnie. Kolejne bez niego, bez nich. Popijałam zimnego drinka i wczytywałam się głębiej w lekture przecudownej książki pt."Jedenaście minut", jednocześnie rozmyślając. Nie znałam zakończenia tej histori, ale znała je główna bohaterka. Dlaczego ja tak nie mogłam?
Dlaczego w mojej bajce książe odleciał ekskluzywnym samolotem na drugi koniec świata i zostawił mi po sobie jedynie bluzę. Zerknęłam przez szklane drzwi do domu. Tak, bluza leżała w tym samym miejscu, nie nosiłam jej, bo nadal pachniała moim brunetem. Niby mieliśmy się spotkać za pare dni, bo Sylwia miała urodziny, ale nic nie było ustalone. W sumie nie wiem nawet, czy nasza blondyneczka jeszcze pamiętała swój genialny pomysł.
Odłożyłam książke na bok i zamknęłam oczy pochłaniając letnie słońce całym ciałem. Przed oczami momentalnie pojawił się chłopak, który mnie pytał "Ty i Ja?".
-Ty i Ja - westchnęłam. My. Razem. Tu i teraz, słyszysz?!
Nie słyszał, nie wiem czy o mnie myślał.
W każdym bądź razie, trzeba się za siebie wziąć. To, że go nie ma nie znaczy że mam sobie zmarnować szanse. Wstałam, przebrałam się z kostiumu w jakieś normalne ubranie i ruszyłam do teatru. Dlaczego tam? Pare dni wcześniej, gdzieś na mieście dorwałam ulotkę o naborze do musicalu. Może to będzie moja wielka szansa i zobaczy mnie jakiś znany choreograf, dostane prace, zostane gwiazdką.
- Wylece do Los Angeles - zaśmiałam się do siebie, spoglądając w lustro. - Ale póki co, jestem tutaj. W Londynie! - mówiłam do odbicia i przypomniałam sobie słowa Harrego: "Nie wierze Ci, że dobrowolnie rezygnujesz ze swoich pragnień. Dziewczyno, to Londyn. Miasto marzeń, w którym się wychowałem. A ty tu przyjechałaś, poznałem Cię i nie pozwole abyś zmarnowała to co Ci dane."
- To w takim razie, gdzie jesteś? - zapytałam, odchylając głowe do tyłu, na znak bezradności. Poczułam powiew wiatru, mimo że byłam w pokoju, a drzwi na balkon i okno były zamknięte. Przeszła mnie gęsia skórka. Odwróciłam się...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz