wtorek, 26 czerwca 2012

ROZDZIAŁ XXVII - "Gdzie jedziemy...?"

* Oczami Klaudii *


Gdy się obudziłam salon był pełen, a później zostałam w nim sama z Zaynem. Oparłam głowę o kanape, popatrzyłam na biały sufit i westchnęłam głęboko, jakbym chciała zrekompensować sobie każdą chwile, gdy trudno mi było oddychać. Każdą chwile, gdy chciałam zapomnieć o tym miejscu, o nim.
- Witam Pani Malik - usłyszałam i poczułam łaskoczące pocałunki na swojej szyji. Uległam tej pieszczocie, wplotłam dłonie we włosy chłopaka.
- Ładnie to brzmi - zaśmiałam się.
- Ładnie - zgodził się i pomógł mi wstać. - A teraz zbierajmy się, chce Cie gdzieś zabrać.
Poszłam do siebie, wzięłam prysznic, ubrałam się. Gdy tylko wyszliśmy, wokół nas pojawiło się mnóstwo kamer. Cały hotel otoczony był paparazzi i piszczącymi nastolatkami. Niektóre z nich były w moim wieku, wtedy znowu zrobiło mi się głupio. Jestem nikim ważnym, a mam takie szczęście! Gdy byłam przy Zaynie, nie przejmowałam się nawet tłumem ludzi, z których połowa mnie zapewne nie nawidziła.
Odstawiliśmy mały teatr, który dla nas był całkowicie naturalny. On mnie trochę połaskotał, ja pokazałam mu język, dał mi buziaka na przeprosiny, przytuliliśmy się, pomachaliśmy wszystkim, a gdy wsiadaliśmy do samochodu powiedział z uśmiechem - Ona jest moja.
- A masz paragon? - zaśmiałam się między pocałunkami. - Gdzie jedziemy?
- Zobaczysz.
Pomógł mi wysiąść z samochodu. Znowu znajdowaliśmy się w środku wielkiego zamieszania. Jakieś piszczące dziewczyny szarpały mają koszulke, ale przestały gdy Zayn zrobił sobie z nimi zdjęcie. Szybko weszliśmy do wnętrza wielkiego budynku. Rozejrzałam się, a w oczy rzucił mi się ogromny napis wygrawerowany na ścianie. "ALEX FOSHER - From The Beginning Studio."
- Cholera, zupełnie zapomniałam.

* Z perspektywy Karoliny *

Przechodziłam obok kościoła. Pomyślałam, że to wszystko nie ma wytłumaczenia i nawet godzinne rozprawy tam w środku, nic nie dadzą. Bo nie ma religii, która tłumaczyła to zachowanie. Albo poprostu obawiałam się tego, czego nie potrafiłam zrozumieć. Nie wystarczy przeprosić, aby potem wszystko było dobrze. Co Louis sobie wyobrażał? Paul jest inny, a to co się stało na urodzinach wczoraj, było jednorazowe. Nie chciałam być z żadnym z nich. Przynajmniej narazie.
- Prawda? - wyrwała mnie z zamyślenia Annie.
- Jasne.
Narazie mogę kochać ją i dziewczyny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz