* Oczami Karoliny *
Przyjechali. W końcu przyjechali. Stałam z Asią i Klaudią pod sceną i biłyśmy brawo zakochanej parze. Niall jej nie zawiódł. Gdyby pojawił się jutro, wydrapałabym mu oczy.
- Ale gdzie reszta? - zapytałam i zobaczyłam moją odpowiedź. Stali w progu sali. Jak zawsze boscy. Paul stał oparty plecami o drzwi. Sprawiał wrażenie całkowicie obojętnego, wyluzowanego, pewnego siebie. Na ustach miał leniwy, uwodzicielski uśmiech. Ale nawet z daleka widziałam, że rozglądał się po sali, jakby szukał kogoś wśród tłumu.
- Myślicie, że Paul szuka mnie? - usłyszałam własny głos.
Wtedy dziewczyny też zauważyły reszte chłopaków, Paul w końcu na mnie spojrzał. Podbiegł do mnie odpychając po drodze ludzi i gdy tylko znalazł się dostatecznie blisko, rzuciłam mu sie na szyje. Poczułam jego zapach, charakterystyczne perfumy, które wspominałam każdego dnia. Każdego dnia chciałam, aby znowu tutaj był. Zakręcił mną w powietrzu pare razy, a ja wsłuchiwałam się w nasz śmiech.
- Tak strasznie za Tobą tęskniłem - powiedział, gdy postawił mnie na ziemi. Uśmiechnęłam się szeroko, gdy jego oczy prześwietlały mnie na wylot. Był najwspanialszym chłopakiem pod słońcem. Podniosłam dłoń i położyłam na jego policzku.
I wtedy to się stało. Nie wiem dlaczego. Czy ja mu dałam do zrozumienia, że jest dla mnie kimś specjalnym? Z pewnością był moim przyjacielem, pokochałam go jak brata, a przez te kilka tygodni gdy go nie widziałam, tak strasznie tęskniłam.
Jego usta były miłe, ciepłe i delikatne. I łapczywie poszukiwały odwzajemnienia. Jego pocałunek mogłam porównać do czegoś takiego jak wschód słońca. Może to już oklepane, ale tak właśnie było. Po długiej rozłące, po długiej nocy, nadszedł wschód, taka ciepła pieszczota i poszułam, że dzisiaj obudziłam się właśnie dla tej chwili.
- Przepraszam. Chodźmy - powiedział w pewnym momencie odsuwając się. Nic nie odpowiedziałam, poprostu wziełam go za ręke i podeszliśmy do reszty. Asia stała obok Louisa, Harrego, Liama i śmiała się z ich błyskotliwych dowcipów. Pare metrów dalej Klaudia trzymała w ręku piękną czerwoną różę i rozmawiała z Zaynem.
Sylwia z Niallem dalej stali na scenie i odgrywali miłosny spektakl, tłum gości bawił się do muzyki. Wszystko było właśnie tak jak powinno być.
* Z perspektywy Louisa *
Nie wierzyłem w to co zobaczyłem. Na środku sali, pośród tłumu Paul właśnie całował Karolinę. Moją Karolinę. No, jeszcze nie wiedziała, że jest moja.
Zawsze gdy mówili o zazdrości, ja się naśmiewałem. Na temat zazdrości można snuć długie, mądre wywody albo uznać ją za oznakę słabości, ale chyba nigdy nie uda się człowiekowi zazdrości całkowicie poskromić.
Chwile potem podeszli do nas trzymając się za ręce. Beszczelny uśmieszek na twarzy Paula, który patrzył mi prosto w oczy. Spojrzałem na ich splecione ręce i potem na Karolinę. Tak dawno powinienem powiedzieć jej wszystko, co chciałem. Ale nie, oczywiście musiałem zrobić z siebie idiotę. Teraz gdy oni... byli razem ...nie miałem prawa być zazdrosny. Nie miałem prawa nocami marzyć, jak leży w moich ramionach. Już nie miałem prawa do niczego.
- Cześć - rzuciłem, gdy wszyscy już podeszli i się witali z uśmiechami na twarzach. Stęskniłem się za dziewczynami, cieszyłem się że Zayn i Niall byli znowu szczęśliwi. Ale nie podaruje tego wszystkiego Paulowi. - Hej, możemy na chwile wyjść na zewnątrz? - zapytałem Karolinę, a jej "nowy chłopak" zmierzył mnie wzrokiem. - Teraz.
- Hej Lou, co tam? Co chciałeś? - uśmiechała się cudownie.
Co chciałem? Chciałem ją przytulić, pocałować, powiedzieć jak mi na niej zależy. Powiedzieć jej wszystko, czego nie zdąrzyłem przed wyjazdem. Zrobić to, czego nie zdąrzyłem zrobić przed Paulem. A potem, kto wie? Zabrać ją do pokoju i nigdy nie wypuścić? Zachować dla siebie. I co najdziwniejsze, chciałem się z nią kochać. Od tak, poprostu, do świtu.
- Co to miało być? - wypaliłem nagle. - To co tam odstawiłaś.
- Co? Louis, ja nie ...
- Jak to nie? Pochwal się, Paul dobrze całuje?! Wszystko widziałem, rozumiesz. Moglibyście być chociaż troche bardziej dyskretni! - słyszałem własny głos, którego zupełnie nie poznawałem. To nie byłem ja, to był ktoś kto kochał tą dziewczynę i był cholernie zazdrosny. A ona stała i patrzyła tylko na mnie. Widziałem jak próbuje walczyć ze złością, aby nie podejść i nie roztrzaskać mi szczęki.
- Jesteś chory?! O co ci chodzi?! Louis, zupełnie Cię nie poznaje! - krzyknęła.
Złapałem ją mocno za nadgarstki. - Ja Ciebie też nie poznaje. Myślałem, że jesteś inna. Cholera! Szukałem Cię wśród tłumu, a gdy znalazłem, to miziałaś się w najlepsze z moim kumplem. Życzę szczęścia w miłości!!!
- Nie jestem Twoja! O co Ci chodzi? Przecież ani razu nie dałeś mi do zrozumienia, że choćby odrobine Ci zależy! Siedzisz cicho i uważasz, że się domyślę?! Jesteś skutnięty człowieku, naprawde, idź się lecz! - wyrwała ręce z uścisku. - I jeszcze jedno. Paul doskonale całuje. - Dorzuciła te pare słów, które mnie dobiły i odeszła.
I dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz