Szliśmy za ręke, w zupełnej ciszy. Jakbyśmy byli dzieciakami, które się dopiero poznają, albo staruszkami po jubileuszu. Cambridge było ciekawym miejscem, z wieloma atrakcjami, ale my zamiast pójść na zwiedzanie z resztą przyjaciół, wybraliśmy się do parku. Tylko my, a poza nami nikt. Nie zwracaliśmy uwagi na przechodniów, bo kto w naszej sytuacji by ich zauważał? Każdy kolejny krok był kolejnym spełnieniem, gdy czułam nasze splecione dłonie. Niemal wyczuwalna chemia przepływająca przez nas całych. Widoczne w powietrzu uczucie. Nie chciałam wiedzieć gdzie idziemy, wystarczyło mi to, że idziemy razem. Ramie w ramie. On nie patrzył na mnie, a ja nie patrzyłam na niego, bo wystarczyło nam to że się czujemy. Bliskość, miłość. W końcu się zatrzymaliśmy.
- Co tu robimy? - zapytałam. Staliśmy w środku parku, ale nikogo wokół nie było. Jakby nikt nie mógł dłużej znieść widoku naszych uśmiechniętych twarzy.
- Poczekaj tu, zaraz wracam - odpowiedział Harry i puścił moją ręke, na co zareagowałam smutkiem - spokojnie, za chwilkę jestem - zaśmiał się i już go nie było.
Gdy po paru minutach zaczęłam się denerwować nagle mój loczek znowu był przy mnie. Pocałował mnie i pociągnął za ręke w stronę, z której przyszedł.
- Gdzie idziemy? - brak odpowiedzi. Ufałam mu jak nikomu innemu. Jak się okazało, opłaciło się. Taka moja ślepa wiara w miłość. Bo gdyby nie ona, nie stałabym teraz na moście na środku jeziora. Było ciemno, więc dopiero po chwili zorientowałam się, że kawałek dalej stoi stolik. Cudownie nakryty, mnóstwo świec i dwa krzesła. Zabrakło mi słów, gdy Harry zaprosił mnie do stołu.
- Podoba Ci się? - zapytał pochylając się w moją stronę nad zastawą. Było chłodno, ale nie wiało. Idealna pogoda, idealna sceneria. Płomienie świec oświetlały jego cudowny, biały uśmiech a ja czułam się największą szczęściarą pod słońcem. - Jeśli nie to...
- Harry, przestań. Nigdy nikt nie zrobił mi większej nispodzianki. Dziękuje.
- Zwykłe dziękuje nie wystarczy - pochylił się i pocałował mnie przeciągle.
Potem jedliśmy, rozmawialiśmy, śmieliśmy się, poprostu czuliśmy.
Nagle mój ukochany wstał z krzesła, podszedł do mnie i kucnął przy mnie. Położył mi dłonie na kolanie, czekając na reakcje. Jednak jego dotyk był zbyt cudowny, aby zareagować. Uśmiechnął się, zarażając tym przy okazji mnie. Popatrzył mi w oczy. Jego zielone tęczówki odbijały blask księżyca i płomienie świec w zupełnie niesamowity sposób.
- Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś, że mnie kochasz?
- Bo się bałam - odpowiedziałam bez chwili namysłu. Taka była prawda. Bałam się tego całkiem jak malutka dziewczynka tego, że zgubi się pośrodku tłocznego zoo. - A dlaczego Ty mi wcześniej nie powiedziałeś, że mnie kochasz?
- Bo tego nie wiedziałem - wstał i mnie podniósł. Stanęliśmy razem przy barierce mostu i podziwialiśmy nieskazitelną taflę jeziora. - Poprostu nie wiedziałem. Czasami wpadam w taki trans bycia gwiazdą i zupełnie gubię się w tym co jest prawdziwe, a co jest sztuczne. A to, co czuje do Ciebie jest prawdziwe.
- Jest piękne.
Jedną ręką objął mnie delikatnie odwracając do siebie, a drugą położył na moim policzku delikatnie je muskając. Odgarnął pasma moich włosów i patrzył.
- Sposób w jaki oddychasz wydaję się być taki interesujący, nawet to jak mrugasz jest dla mnie zbyt fascynujące żeby to pojąć. Uwielbiam każdy centymetr twojego ciała. Pragne być Twoim wewnętrznym spokojem, ukojeniem dla duszy. Nie chcę jedynie kolejnego zauroczenia. Chcę, abyś była dla mnie wszystkim...
- Chyba nie chcesz mi się teraz oświadczać! - wyrzuciłam z siebie przestraszona i odskoczyłam od śmiejącego się już w niebogłosy bruneta.
Przez jedną chwilę naprawde pomyślałam, że chciał to zrobić. Dopiero potem dotarło do mnie, że nie miał zamiaru. Odetchnęłam z ulgą, no bo na małżeństwo jestem troche za młoda.
Gdy już przestał rechotać przytulił mnie mocno - Jeszcze nie dziś - szepnął. Pochylił się i podniósł papierowy lampion, którego wcześniej nie zauważyłam. Odwróciłam się i oparłam się o barierki mostu. Wszystko wyglądało pięknie. On objął mnie z tyłu.
- To jest taki magiczny lampion - szeptał mi do ucha. - Jeśli puścimy go razem i wymyślimy życzenia, to za wiele lat tu wrócimy. Tu, gdzie narodziła się nasza miłość. I tu gdzie bałaś się, że Ci się oświadczam - zaśmiał się. Ja się uśmiechnęłam z własnej głupoty.
- Poprostu chcę, aby to było szczere, a teraz jest za wcześnie na szczerość.
- Asiu, kochanie, nigdy nie jest za wcześnie na szczerość. Nie wierzysz mi, że jestem szczery wyznając Ci miłość? Jeszcze mnie nie znasz, ale mamy bogatą wieczność, żeby się poznać. Nie sądzisz, że za długo zwlekaliśmy z marzeniami? - zapytał.
Czułam się bezpiecznie, gdy tak stałam otulona ciepłem jego ciała. Czułam każde uderzenie jego serca. Więc jeśli za długo zwlekałam z marzeniami, to teraz nabrało to znaczenia i nastał punkt zwrotny naszej historii.
Puściliśmy razem lampion, który wzniósł się do góry niczym symbol naszej miłości. Pomyślałam wtedy, że jedynym czego pragne jest Harry. Reszta świata też jest ważna, ale bez niego ten świat by nie istniał, kwiaty nie miały by kolorów, ptaki by nie latały, a ja nie miałabym czym oddychać.
We could be starving,
We could be homeless
We could be broke." - szepnęłam w wiatr, a Harry pocałował czubek mojej głowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz