sobota, 7 lipca 2012

My time 13.

Dzień. Idę w czerwonych trampkach przez świat. Jest tak gorąco i duszno, z pewnością będzie burza. Jest taki upał, że czuje jak asfalt pode mną, aż się topi. A może to tylko dlatego, że jestem gruba. Za zakrętem jakiegoś budynku, napotykam codzienny widok. Paru facetów siedzi na na krawężniku sącząc alkohol, coś mruczą do mnie. Idę dalej. Mijam kasjerkę ze sklepu, w którym często kupuje chleb. Kobieta ciągnie za ramie swoją najwyżej pięcioletnią córeczkę, aż mała płacze. Idę dalej. Po drodze spotykam kilku młodych chłopców. Chodzą do mojej starej szkoły. Mają po 10 lat, jest ich czterech. Podchodzą do mnie i bez cienia skrępowania pytają, czy mam szluga. Odpowiadam, że nie palę i idę dalej. Oddalając słyszę jeszcze jak mruczą pod nosem niezłą wiązanke przekleństw. Gdy jestem prawie u celu, mija mnie grupka nastolatków. Trzymająca piwo w ręku dziewczyna, ma na sobie sukienkę, która prześwitując, zmusza do podziwiwiania jej bielizny. Dwie kolejne zaciągają się na zmiane papierosem. Mijając ich słyszę jak chłopak, który również trzyma browara w ręku, mówi do komórki, że właśnie uczy się z kumplem u niego w domu. Wchodze do sklepu i kupuje colę.
Wracam do domu.
I najbardziej zaskoczyło mnie to, że cola w sklepie była po 6 zł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz