sobota, 14 lipca 2012

XXXVII - "Kocham Cię Harry..."

Louis.

Z rana obudził mnie sms.
"Żałuję, że Twój kolega nam przeszkodził, tam za barem. Jak wrócisz do Londynu zadzwoń do mnie. Tęsknie Skarbie. xx"
Zupełnie zapominałem, że zdążyłem dać tamtej barmance swój numer. Byłem debilem, pijanym debilem. Ale nie mogłem poświęcić dla niej miejsca w moich myślach, przez cały poranek, prawda? Ubrałem się i sprawdziłem twittera. Poraz dziesiąty od dwóch dni obejrzałem fragment filmiku z udziałem moim i Karoliny. Czytając liczne komentarze fanek, utwierdziłem się w przekonaniu, że ona jest dla mnie stworzona! Przecież miłość, która była między nami, dało się zobaczyć na nagraniu!

Liam

Gdy obudziłem się, Harrego i Zayna już nie było w pokoju. Niall siedział cicho przy stole zajadając płatki śniadaniowe, a Louis siedział na łóżku z laptopem na kolanach i uśmiechał się do ekranu.
- Co jest tam takiego zabawnego? - spytałem jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie. A nie była.
- Zakochał się nasz Boo Bear - mruknął Niall z łyżką w buzi. Zabrzmiało to troche bardziej jak zarzut niż jak stwierdzenie, więc obydwoje spojrzeliśmy na niego pytająco, a on tylko wbił we mnie wzrok. - Niektórzy odczuwają takie rzeczy jak miłość, wierność, szczerość i lojalność!
- Niall... Ja nie wiem...
- Oh, tak. Pewnie. Nie wiesz jak przyssałeś się do szyji Sylwii u niej w pokoju hotelowym? Nie wiesz pewnie też, że ja z nią jestem i to bardzo mnie zabolało!
Nie spodziewałem się tego. Nie miałem pojęcia, że Nialler może mieć do mnie o coś żal. Przecież ja nic nie zrobiłem. Nic, czego nie powinienem. Pare razy zwierzałem się Sylwii i to wszystko. Źle to zrozumiał.
- Ja? Stary, ja nic nie czuję do Sylwii! - bo mam świra na punkcie naszego przyjaciela, chciałem dodać ale się powstrzymałem. - Ona mnie pocieszała!
- Pocieszała?! Niby po czym? Ktoś Ci złamał serduszko, co?! - wrzeszczał Niall do mnie. Nie umiałem, nie mogłem im odpowiedzieć. Nie teraz, nie w taki sposób. Zapadła cisza, gdy długo nie odpowiadałem. Byłem w dupie. - No właśnie.!

Harry.

 

Musiałem to wszystko przemyśleć. Dlatego właśnie z samego rana wybrałem się pobiegać po terenie ogrodów. Czasami pot i zmęczenie dawały ukojenie dla zszarganych nerwów. Od tamtej rozmowy minęło już pare dni, a ja za każdym razem odczuwałem te same emocje, ten beznadziejny stan zauroczenia jej oczami. Może tak miało być? Los chciał, abym oddał swoje serce komuś kto mógłby je bezkarnie potłuc? I tak się stało. Zatrzymałem się.
- Chcę wiedzieć kim dla Ciebie jestem. Kim byłem w momentach gdy ściskałaś mnie na przywitanie. Kim byłem w Twoich oczach kiedy spacerowaliśmy ulicami Londynu. Chciałbym wiedzieć jaką rolę odgrywałem w Twoim śnie, kiedy wypowiedziałaś te piękne słowa. Te dwa najpiękniejsze słowa na świecie.
- Kocham Cię.
Moje serce załomotało, a nogi ugięły się tak, że nie mogłem się odwrócić. Bałem się, że to co usłyszałem okaże się tylko głupim wytworem wyobraźni. Skutkiem lodowatego powietrza, które wypełniało mi płuca.
- Już nawet słyszę Twój głos. Lubie być oszukiwany... - szepnąłem w przestrzeń z uśmiechem. Tak, wyobraźnia. Odwróciłem się.
- Kocham Cię Harry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz