piątek, 13 lipca 2012

XXXV - "To wszystko było popaprane..."

Karolina.

Wysiadłyśmy z samochodu na terenie Uniwersytetu. Było tam tyle przestrzeni, wielkie budynki. W tym samym czasie chłopcy wysiadali z drugiego wozu razem z Simonem, więc podeszłyśmy. Nigdy nie myślałam, że mogłabym tęsknić za wzrokiem Louisa. To znaczy, nigdy aż do tego momentu. Ani razu się wtedy nie spojrzał. Nawet przez głupią sekunde, której wyczekiwałam.
- Okej. Musimy pogadać - westchnęłam gdy już dotarłyśmy do naszego apartamentu w jednym budynków. Było tam cudownie i czułam się troche jak Kopciuszek przywieziony do zamku. Rzuciłam walizkę na jedno z wielkich łóżek. Śnieżno biała pościel przykryta złotą narzutą. Wszędzie mnóstwo poduszek złotych, srebrnych, bordowych i miliony świeczek. Obrazy na ścianach w miedzianych ramach, wielki żyrandol, dwie ogromne dębowe szafy, komoda i dywan w jakieś dziwne wzory. Słowem, bajkowa komnata. Ale wiedziałam, że nie wystarczy się uśmiechać, trzeba rozwiązywać problemy.
Na szczęście Annie odrazu zniknęła w głębi łazienki.
- Coś się stało? - zapytała uśmiechnięta, jak zwykle ostatnio, Klaudia. Miałam wrażenie, że udzieliło mi się jej ciepło i beztroska.
Asia opowiedziała nam o swoich obawach co do loczka. Sądziła, że jego miłość jest zbyt piękna, by było prawdziwa. Sylwia podzieliła się z nami tajemnicą Liama, co wprawiło mnie w ogromne osłupienie.
- To jest nas dwoje - szepnęłam, a dziewczyny spojrzały pytająco. - Tak. Jestem głupia i chyba się zauroczyłam w Lou. Wiem, że jestem z Paulem ale go nie kocham, a on chyba nie jest ze mną szczery. To jakiś absurd.

Klaudia.

A co ja miałam powiedzieć? Absurd? W moje życie wkroczył jeszcze większy absurd, niż nastoletnia miłość. W grę wchodziły więzy krwi. Cholerne wspomnienia, sen, kłamstwa. Wszystko czego byłam pewna, prysło w jednej chwili. W dniu kiedy spotkałam się z Alexem w kawiarni, w dniu kiedy zwątpiłam w logikę.

Alex za każdym razem gdy go widziałam był dla mnie miły. Tamtego dnia wyjątkowo dobrze się ubrał, uczesał i użył zapewne cholernie drogiej wody toaletowej. Taki, wiadomo, idealny Pan Dyrektor. Rozmawialiśmy.
- Wyrosłaś - rzucił przyglądając mi się.
Eee... Jak to wyrosłam.?
- Co? - myślałam, że się przesłyszałam.
- Znaczy urosłaś. Od naszego pierwszego spotkania. Cały czas rośniesz - jąkał się. Zamówił kolejną kawę dla siebie, żeby zmienić temat. A kiedy wyciągnął portfel marynarka odkryła jego nadgarstek. Myślałam, że zwariowałam od nadmiaru ciasta, albo coś. Ale nic z tych rzeczy. Widziałam to. Tatuaż na nadgarstku. Tatuaż, który widziałam w tak strasznie wielu moich snach. Zdarzało mi się nie spać nocami myśląc o co chodzi, a teraz sen stał się rzeczywistością. I nie wiedziałam czy to dobrze czy źle.
- Przepraszam, musze już iść - syknęłam oszołomiona i wstałam.
- Ale Klaudia, coś się stało? Posiedź jeszcze. Pogadamy - uśmiechał się, a za tym uśmiechem kryło się coś dziwnego. Jeszcze nie umiałam tego zrozumieć.
- Musze iść. Muszę coś załatwić, pa Alex.

Tamtego dnia wydawało mi się absurdalne, że tatuaż Jing i Jang, który miałam w głowie prawie każdej nocy należał do Alexa. Także podzieliłam się tą myślą z Sylwią, Asią i Karoliną. Myślałam, że mnie wyśmieją, a one tylko patrzyły.
- To musi być jakiś pieprzony zbieg okoliczności - mówiła blondynka.
- To samo śniło Ci się jak byłaś mała, prawda? - spytała długowłosa brunetka. - Opowiadałaś mi o tym samym tatuażu...
Tak. Jak byłam mała też miałam te sny. Że leżę malutka. Przychodzi do mnie jakiś facet i bierze mnie na ręce, przytula do swojego serca. Czuje się wtedy bezpiecznie, a jedyny element, który wydaje się być realny to tatuaż na nadgarstku owego mężczyzny.
To wszystko skończyło się gdy poszłam do gimnazjum.
- To wróciło kiedy poznałam Alexa.
Martwiły się o mnie, ale każda przechodziła swój osobisty dylemat. Sylwia opowiedziała o wyrzutach jakie zrobił jej Niall. Okazało się, że blondyn nakrył ich gdy pocieszała Liama. Teraz nie odzywał się do niej. Każda z nas miała problem.
To wszystko było popaprane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz