Klaudia.
Noi kolejny dzień na planie, a w przerwach rewelacje!
- O matko! I Dev zabrał Cię tam na wzgórze? Jedliście watę?! O jeju noi ten kocyk! To tak jakby scena wycięta z filmu! Oh, oh - emocjonowała się Asia poprawiając i tak już idealny makijaż. - Wyczuwam romantyzm!
- Kochanie, ty wyczuwasz romantyzm nawet w korku ulicznym na rogu dziewiędziesiątej piątej w środku piekielkie upalnego popołudnia! - zaśmiała się Sylwia, a my poszłyśmy z jej ślady, nawet blondynka.
Tak. Asia była taką słodką, niepoprawną romantyczną, a najdziwniejsze jest to, że potrafiła zesfatać wszystkich wokół oprócz samej siebie. To ona jako jedyna wierzyła w miłość od pierwszego wejrzenia, choć twierdziła że jej przyszło to z czasem. Czasami podczas babskich wieczorów w hotelu opowiadała nam o idealnej randce: ona i on, tańczą walca w ogrodzie, w blasku księżyca i wtedy on mówi jej jak bardzo ją kocha. To słodkie i choć Harry również wydawał się być słodki, niewidziałam go w takiej scenerii. Bardziej: niedorzecznie droga restauracja, snobistyczni kelnerzy i niedobre, wyszukane jedzenie. Hah.
Karolina rzadko opowiadała o miłości. Była raczej realistką myślącą "Co ma być to będzie". Jeśli nie była zainteresowana danym chłopakiem, to i tak umawiała się z nim na następne trzy randki, aby nie urazić jego ego. A na końcu zazwyczaj poznawała go ze swoją jakąś daleką, seksowną kuzynką.
Sylwia była typem zdobywcy. Gdziekolwiek się pojawiała, tam zawsze zjawiało się męskie towarzystwo. Była wybredna, czekając na Pana Idealnego. Nie wiem jak wyobrażała sobie Randkę Idealną, ale widocznie Niall się postarał.
Ja. Hm, byłam gdzieś między Karoliną a Asią. Uwielbiałam być zdobywana i często miałam z tego niezły ubaw. Jeżeli zdarzało się, że jakiś pechowiec w końcu się we mnie zakochał, nie było mowy o rutynie. Szalone randki, spontaniczność, romantyzm. Magnetyzm. Tak, tak. Mój Pan Idealny dzisiaj przyniósł nam jajecznice, przejechał pół miasta by dać mi różę i uśmiechał się jak nikt inny. Ale wizja miłości przez wielkie M, była jeszcze odległa.
Telefon leżący na toaletce zawibrował.
Bez chwili namysłu odrazu odebrałam komórkę, czekałyśmy na wiadomość od Simona kiedy mamy być już gotowe.
- Numer prywatny, Klaudia, słucham?
- Klaudia.
Natychmiast zamknęłam oczy i udałam, że ktoś wali mnie młotem w głowę. Dlaczego nie sprawdziłam cholernego wyświetlacza?
- Mamo.
- Nie odbierasz moich telefonów.
- Pracuję, pisałam Ci w mailu, że przez jakiś czas będe bardzo zajęta. Przepraszam.
Pojedynczy, urwany oddech rodzicielki uprzedził mnie, że nadchodzi sztorm.
- Zerwałam z Martinem, o czym bym Ci powiedziała, gdybyś była łaskawa odbierać moje telefony. To było straszne, potworne. Mam czterdziści dwa lata, jestem sama i kompletnie załamana!
Dziewczyny dały znać, że wychodzą na plan.
Mama za każdym razem tak świrowała, jednak już z czwartym narzeczonym zdążyłam się przyzwyczaić do tych scen. Westchnęłam.
- No tak, może przeprosi i potem...
- To koniec - przerwała mi. - Nie ma już powrotu. Nigdy nie wybaczę mężczyźnie, który mnie tak podle potraktował. Teraz muszę wyleczyć rany i na nowo odnaleźć samą siebie. Spędzić troche czasu sama, w jakimś spokojnym miejscu, żeby oczyścić się ze stresu. No wiesz. Zarezerwowałam sobie tydzień spa na Florydzie. Tego mi właśnie trzeba. Wyjechać gdzieś daleko od tego okropnego miejsca! Daleko od tych wspomnień i bólu. Potrzebuję trzech tysięcy dolarów.
- Trzech... Mamo, nie możesz oczekiwać, że wyczaruję Ci trzy tysiące, żebyś mogła sobie zrobić lifting na Florydzie, bo wkurzyłaś się na Marvina.
- Martina, do cholery, i przynajmniej tyle możesz dla matki zrobić! Czy gdybym musiała pójść do szpitala, wymigiwałabyś się od płacenia rachunków za leczenie?! Muszę wyjechać. Już zrobiłam rezerwację!
Za każdym cholernym razem płaciłam za jej zachcianki tylko po to, aby dała mi spokój. Moja siostra przyrodnia Victoria, miała to szczęście i mieszkała ze swoim ojcem w Ameryce, więc ja zostałam podparciem matki. Wykorzystywała mnie bezczelnie twierdząc, że ja nie przejmuje się jej losem! Była poprostu rozpieszczona, wychowana w przekonaniu że jest pępkiem cholernego świata! Mimo wszystko, nigdy nie umiałam jej odmówić.
- Rano przeleje Ci pieniądze na konto - przerwałam jej monolog. - Miłego pobytu - rzuciłam od niechcenia i się rozłączyłam. Z nerwów zapomniałam zapytać jej o tatuaż, który nie dawał mi spokoju. Musiałam się czegoś napić.
Asia.
Myślałam, że chociaż dzisiaj obejdzie się bez scen. Cieszyłam się, że być może Karolina dzięki Devonowi zapomni o tym oszuszcie Louisie i głupku Paulu. Tak, opowiedziała mi już historię z smsem. Jednak to nie był koniec scen. Przyszedł Harry i nadeszła moja pora.
- Cześć - rzucił nieśmiało gdy wchodziłam po schodach.
- Cześć.
- Możemy potem pogadać? Kilka minut, jak skończysz - chociaż stałam bokiem, czułam jego przewiercające na wylot oczy na sobie. - Proszę.
Odpowiedziałam skinieniem głowy i kamerzysta zaczął odliczać. Harry zszedł na sam dół. Doskonale wiedziałam co muszę zrobić, ale po tym co ostatnio mu powiedziałam było mi ciężko. Okej, Aśka, weź się w garść, upomniałam sama siebie w duchu.
Może zapomniał? Zapomniał, że chciał rozmawiać? To takie w stylu gwiazd. Gdy siedziałam sama na tej głupiej ławce przy głównym budynku, on mógł przecież prowadzić jakieś pikantne rozmowy z jedną ze swoich fanek, które dzisiaj wrzeszczały pod murami Uniwersytetu.
- Przepraszam, że musiałaś czekać - powiedział zdyszany dosiadając się. Odrazu położył mi dłoń na mojej, przez co przeszedł mnie dreszcz.
- Masz rację, czekałam, ale może to był błąd - odpaliłam wstając.
- Zaczekaj proszę - chwycił mnie za wolną rękę. - Co tam masz?
- A taki tam dziennik.
- I po co Ci on?
- Zapisuję sobie tam coś od czasu do czasu. O każdym kto bierze udział w moim życiu - uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w policzek.
- A mogę wiedzieć co napisałaś o mnie? - zapytał niepewnie. Po krótkim zastanowieniu się postanowiłam pokazać mu ostatni wpis. - Ooo, jakie ładne zdjęcie mi wybrałaś. Hm, o tutaj jest dzisiejsza data, czyli to zapisałaś przed chwilą... "Najbardziej przerażające jest to, że zakochuje się w nim z każdym dniem coraz bardziej." ... Oh. Ooo. Tu jest dalej... "Gwałci uśmiechem, demoralizuje spojrzeniem"? - popatrzył na mnie pytająco, a ja tylko wzruszyłam ramionami.
- Lubię czasem wymyślić coś twórczego.
- To może ja też spróbuję... - zamyślił się na dwie sekundy - "Umieram, patrząc na moje dłonie, które bez Twoich znaczą tak niewiele" Hę?
- Bardzo, bardzo twórcze - przyznałam z uśmiechem.
- Każdy ma swój sposób na twórczość. Pamiętam słowa Louisa - wyprostował się i głośno odchrząknął - "Jeśli ona odda Ci swoje serce, ty oddaj jej swoje. I zważywszy na to, że jest delikatniejsza, kurwa nie rań jej!"
Roześmialiśmy się oboje.
Harry.
- Twórczość jest przereklamowana - skwitowała i poraziła mnie uśmiechem. Schyliłem się, objąłem ją w talii i delikatnie pocałowałem, czekając aż odskoczy i przyłoży mi w twarz. Albo chociaż się roześmieje i uda, że to wszystko ty był żart.
Jednak nic się takiego nie wydarzyło. Zarzuciła mi ręce na szyje i mocniej przywarła do moich ust. Delektowałem się jej smakiem dopóki nie zrozumiałem, że to wszystko ma głębszy sens. Taki głęboki, że musiałem jej to powiedzieć.
- Kocham Cię - szepnąłem jej w usta. Nie była zaskoczona. Wtedy podniosłem ją do góry i zakręciłem wokół własnej osi. Postawiłem sobie ją na moich stopach i zacząłem się kołysać, gdy trwała do mnie przytulona. Jej zapach kręcił mi w głowie, a dotyk sprawił że serce biło się z płucem. To jest to czego mi potrzeba. Jej.
- Też Cię Kocham Harry
I najpiękniejsze jest w tym wszystkim to, że tym razem to nie było złudzenie. Tym razem nie wymyśliłem sobie tych słów. To było realne i piękne.
Sylwia.
- Noi nasza mała dziewczynka ma to czego chciała - powiedziałam do Karoliny. Stałyśmy we dwie na balkonie i podglądałyśmy scenę miłosną naszej nowej pary.
- Masz rację - odpowiedziała przyjaciółka. - Ona i On tańczą w ogrodzie, w blasku księżyca, a on wyznaje jej miłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz