Wynajeliśmy mały pokoik w motelu niedaleko Cambridge, ale w bezpiecznej odległości od Uniwerku. Gdyby ktokolwiek z ekipy nas przyłapał, byłoby źle.
Obudziłem się i nie czułem nikogo przy sobie. Usiadłem i przykryłem swoje nagie ciało kocem. Rozejrzałem się, Annie stała za ladą kuchenną i piła kawe.
- No chodź do mnie - powiedziałem i zmęczony znowu padłem na poduszki, co wywołało jej śmiech. - Annie...
- Jesteś żałosny.
- O co Ci chodzi? - sięgnąłem po spodnie.
Rudowłosa usiadła z kubkiem naprzeciwko mnie w samej bieliźnie i przez długą, niemą chwile, patrzyła jak się ubieram.
- Kto by pomyślał. Sławny perkusista One Direction pieprzy się z rodzoną siostrą swojej dziewczyny. Robiąc do tego na złość swojemu najlepszemu kumplowi, którym od zawsze skrycie pomiatał - szeptała z leniwym uśmieszkiem na ustach. Podeszła i cmoknęła mnie w czoło. - Najzabawniejsze jest to, że będziesz musiał teraz spełniać wszystkie moje warunki, kochanie.
- Chyba kpisz. Spadam stąd wariatko - warknąłem, gdy dotarło do mnie w jakiej jestem sytuacji. Zabrałem rzeczy i wybiegłem z motelu. Wszystko co ta dziewczyna o mnie wiedziała, wystarczało żeby zepsuć moją karierę na zawsze. I niestety fakt, że Karolina jest jej siostrą, gówno ją obchodził.
Asia
Siedziałam na łóżku i przytulałam poduszkę z szerokim uśmiechem na twarzy. Opowiadałam Devonowi o zeszłym wieczorze. Polubił Harrego i dogadywał się z nim i chłopakami, a ja musiałam dać upust emocjom.
Ale nic z tego nie rozumiałam.
Spodziewałam się, że co najmniej zrobi to na nim jakieś wrażenie. Przecież tyle razy się pytał, tak wnikliwie, tak tajemniczo… A teraz co? Harry powiedział, że mnie kocha, a na Devonie nie zrobiło żadnego wrażenia. Nie, zupełnie nie rozumiałam, w tej jednej osobie, do której zaczęłam się już przywiązywać, było na raz tyle sprzeczności, ile prostoty w budowie cepa. Naprawdę, nic z tego nie rozumiałam...
- Pewnie nic z tego nie rozumiesz – wypluł z siebie Dev na jednym wydechu, przekręcając mnie z lekka jak worek ziemniaków – Otóż, znam Hazzę od przedszkola.
O. A to ci niespodzianka. Kogo nie spotkasz na ulicy, ten zna albo Hazzę, albo siostrę Hazzy, albo jego kuzyna ciotki siostry stryjecznej babki siostry brata.
- No i coś mi mówiło, że ty... od kiedy sprawdziłem twoje papiery tutaj… - mruknął, zapadając na trzy sekundy dosłownie w dziwny stan zastanowienia, co mu się czasem zdarzało, potem wybuchł – No, i wiesz! Ten bydlak ukradł mi kiedyś samochodzik i do tej pory go nie zwrócił, rozumiesz?! Po tylu latach, człowiek ma tak wielkie zaufanie do drugiego człowieka, a tu czasem zwykły samochodzik, wiesz, tak się zdarza, że…
- Devon, Devon – zatrzymałam go przytomnie, oddychając już wolniej i wracając do normalności – Może zostaniesz na noc na uniwerku?
- Ja? Nie. No gdzie, moja mama by mnie zabiła, tak bez uprzedzenia. A W OGÓLE TO ZROBIŁA PIEROGI!
Prawda. Też uznałabym wyższość pierogów nad moimi problemami.
Niall
Szlag, szlag, szlag. Praca tutaj miała być cudownie spędzonym czasem z przyjaciółmi i ukochaną u boku. Mieliśmy spędzać dni na planie, dzielić się pizzą i nabijać się z Louisa, który dokarmiałby nią gołębie. Tymczasem Sylwia zrobiła ze mnie debila i widocznie nie miała zamiaru nawet tego wyjaśnić, nie zamierzała mnie przeprosić.
- Hej stary! - zawołał ktoś. Odwróciłem się i zobaczyłem Liama biegnącego w moją stronę, zaczęło się we mnie gotować.
- Czego chcesz?!
- Pogadać. Wyjaśnić. Nie masz prawa być zły na Sylwie, bo to nie jej wina tylko moja. Miałem problem noi...
- Nie kłam. Widziałem, że jej wcale nie przeszkadzało Twoje klejenie się!
Dopiero po paru długich, ciężkich minutach uspokoiłem się na tyle, że Liam dał radę wszystko mi wyjaśnić. Wtedy poczułem się jak pajac.
- Ty... Ty jesteś gejem?
- Kurde, nie mam pojęcia. Ale to boli, tak strasznie boli - spłynęła mu po policzku łza. Wcześniej już widziałem go płaczącego, ale było to zazwyczaj od cebuli, lub gdy pokłócił się z którymś z przyjaciół. - Niall, poprostu z nią pogadaj. Kocham Cię jak brata i nie pozwole, żeby nie wyjaśnione sprawy zniszczyły waszą miłość.
Po tych słowach ruszyłem biegiem do apartamentu dziewczyn. Miałem łzy w oczach, gulę w gardle. Dupek.
Niall
Szlag, szlag, szlag. Praca tutaj miała być cudownie spędzonym czasem z przyjaciółmi i ukochaną u boku. Mieliśmy spędzać dni na planie, dzielić się pizzą i nabijać się z Louisa, który dokarmiałby nią gołębie. Tymczasem Sylwia zrobiła ze mnie debila i widocznie nie miała zamiaru nawet tego wyjaśnić, nie zamierzała mnie przeprosić.
- Hej stary! - zawołał ktoś. Odwróciłem się i zobaczyłem Liama biegnącego w moją stronę, zaczęło się we mnie gotować.
- Czego chcesz?!
- Pogadać. Wyjaśnić. Nie masz prawa być zły na Sylwie, bo to nie jej wina tylko moja. Miałem problem noi...
- Nie kłam. Widziałem, że jej wcale nie przeszkadzało Twoje klejenie się!
Dopiero po paru długich, ciężkich minutach uspokoiłem się na tyle, że Liam dał radę wszystko mi wyjaśnić. Wtedy poczułem się jak pajac.
- Ty... Ty jesteś gejem?
- Kurde, nie mam pojęcia. Ale to boli, tak strasznie boli - spłynęła mu po policzku łza. Wcześniej już widziałem go płaczącego, ale było to zazwyczaj od cebuli, lub gdy pokłócił się z którymś z przyjaciół. - Niall, poprostu z nią pogadaj. Kocham Cię jak brata i nie pozwole, żeby nie wyjaśnione sprawy zniszczyły waszą miłość.
Po tych słowach ruszyłem biegiem do apartamentu dziewczyn. Miałem łzy w oczach, gulę w gardle. Dupek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz