Annie
Cieszyłam się, że chłopcy wrócili do Londynu. Najbardziej cieszyłam się z powodu blondyna. Chociaż loczkiem też mogłabym się zaopiekować. Był rozkosznie nieporadny.
- Hej. Chce z Tobą pogadać. Za 15 minut w kawiarni na rogu, ok?
- O co Ci znowu chodzi. Myślałem...
- Nie myśl. 15 minut. Do zobaczenia - przerwałam Paulowi i się rozłączyłam.
To, że nie przeszkadzałam ostatnio przyjaciółeczkom mojej siostry, nie znaczy że nagle zostałam aniołem. Lubie mieszać, bo zabawa wtedy jest świetna. Karolina nie jest taka święta jak się wszystkim wydaje, jej chłoptaś też. Ale ubaw...
Paul.
- Kto to był? - zapytała Karolina.
- Eee... Simon. Chce ze mną pogadać - puściłem jej ręke. - Wrócisz sama do hotelu? To chyba ważne, jak tylko skończę to przyjde do Ciebie.
Przytuliłem ją jakby nigdy nic. Spróbowałem ją pocałować, ale lekko się odchyliła, więc ucałowałem jej czoło. Zależało mi na niej, jednak doskonale wiedziałem, że to uczucie jednostronne. Odwróciłem się i ruszyłem okrężną drogą do kawiarni. Nie wiedziałem czego jeszcze chce ode mnie Annie. Myślałem, że nasza znajomość została już dawno zakończona. Chciałem jak najszybciej to wyjaśnić i wracać do mojej brunetki.
Louis.
Robiłem twitcama dla fanek, gdy po jakimś czasie ktoś wszedł do pokoju. Odrazu zerwałem się na równe nogi czując przypływającą radość. Uśmiechnąłem się szeroko.
- Karolina. Dobrze Cię widzieć! - podeszłem i delikatnie ją objąłem. Nie odwzajemniła uśmiechu, ale gdy ją przytuliłem chyba przeszedł ją dreszcz.
- Chciałam pogadać z Asią. Jest tutaj?
Jej piękne oczy nie dawały mi się skupić na rozmowie. Nie patrzyła na mnie, ale stojąc przy niej, poczułem się doceniony i pewny siebie. Wyjątkowy.
- Jest Asia czy nie?! - podniosła głos.
- Yyyy... Asia. Tak. Znaczy nie. Pojechała z Harrym do Simona, żeby omówić prace przy teledysku. Umowa, scenariusz. Wiesz... - jąkałem się jak dzieciak.
- Aha, Simon zadzwonił też do Paula. W takim razie wrócę potem.
Zwątpiłem.
- Czekaj. Harry powiedział, że będą tam sami. Chce ją potem zabrać na lody.
Uśmiechnęła się. - Romantycznie. - Spoważniała. - Ale... Przecież... Przecież byłam przy tym jak Paul odebrał telefon od Simona. Poszedł do wytwórni. Z pewnością musiało Ci się coś pomylić. Idę już.
Karolina.
To było zastanawiające, ale nie chciałam dalej gadać z Louisem, więc odwróciłam się w strone drzwi. Chłopak złapał mnie za nadgarstek i obrócił do siebie. Byliśmy niebezpiecznie blisko. Patrzył mi na zmianę na oczy i na usta. Ta chwila była mocno nie właściwa.
- Poczekaj... - szepnął mi w usta.
Tak nie może być. Odsunęłam się.
- Muszę iść. Chciałam tylko pogadać z Asią.
- Karolina, chciałem Cię przeprosić. Za tamtą akcje - zrobił krok w moją stronę - zachowałem się jak dupek i przepraszam.
Targały mną mieszane uczucia. Rzeczywiście zachował się jak dupek i zupełnie nie wiem dlaczego, ale chyba teraz mówił szczerze. Zależało mu na zgodzie.
- Okej.
- Okej co? Wybaczysz mi? Będzie znowu tak jak dawniej? - zapytał głosem pełnym nadzieji. Jego oczy błyszczały. Położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Słuchaj. Wszyscy popełniają błędy, a ja jestem zbyt wrażliwa. Zapomnijmy o tamtej kłótni, żyje sie dalej. Między nami wszystko w porządku Lou - uśmiechnęłam się, na co on cały rozpromieniał. Pokazał rząd swoich śnieżnobiałych zębów i złapał moją dłoń. Miał miłą, ciepłą, miękką skórę.
- Powiedziałaś do mnie Lou. Nigdy tak do mnie nie mówiłaś....
Wyrwałam dłoń i szybko podeszłam do drzwi. Musiałam uciec, bo gdybym stała przy nim jeszcze sekundę dłużej zrobiłabym błąd. Jego ciało działało jak magnez.
- Pa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz