Louis.
- Do cholery, co ty wyprawiasz Lou? - usłyszałem, gdy leżałem już w samej bieliźnie na barmance. Co ja wyprawiałem? Próbowałem zapomnieć. Oderwałem się od nieznajomej i wstałem.
- Jesteś debilem - słuchałem kazania jednocześnie próbując ogarnąć wzrokiem, czy gdzieś nie leżą moje spodnie i koszulka. - A ty idiotko pożegnaj się z pracą!
Rzuciłem spojrzenie dziewczynie.
- Ładna jesteś - wymamrotałem widząc napalone na mnie ciało, jej potargane włosy, zaszklone oczy i chytry uśmieszek. Liam trzepnął mnie mocno w ramie i pociągnął w strone windy. Zataczałem się pijany, w samych bokserkach, a w głowie nie miałem wtedy nawet sprawczyni mojego stanu, Karoliny.
Gdy wsiedliśmy do windy, zauważyłem że przyjaciel jest strasznie naburmuszony. Trzymał moje ciuchy i się nie odzywał. Rozśmieszyło mnie to.
- Nie wiedziałem, że taki jesteś - warknął widząc że sie na niego gapie.
Windą szarpnęło.
Straciłem równowagę i poleciałem prosto na chłopaka. Następne szarpnięcie. Liam odbił się i przygniótł mnie do ścianki. Światła zgasły. Poczułem jego ciało, które na mnie naparło i zrobiło mi się gorąco. Czułem jego oddech. Normalnie pomyślałbym, że ta chwila była mocno niezręczna. Jednak alkohol, który szumiał mi w głowie przysłonił zdrowy rozsądek i pocałowałem chłopaka. Czy ktokolwiek oczekiwał Louama?
Niall
Wiedziałem, że mam wszystko czego pragnę. Mam moją miłość. Słodką, prześliczną, cudowną, wspaniałą, zabawną, inteligentą i przede wszystkim jedyną w swoim rodzaju, kobietę. W moich ramionach tuliłem sens mojego życia. Natchnienie muzyczne. Ideał.
- Co się stało Louisowi? - zapytała moja ukochana, odrywając się od telewizora. - Od wczoraj chodził jakiś smutny, zły, nieobecny.
Nie wiedziałem jak odpowiedzieć. Faktycznie, coś się stało, a ja nie wiedziałem co. Taki dobry ze mnie przyjaciel, że nie wiedziałem nawet co go gryzie. Mój świat przysłoniła Sylwia. Może to nie było do końca dobre? Może powinienem z nim pogadać, spędzić troche czasu. Powinienem zachować zdrowe podejście do rzeczywistości.
Sylwia położyła mi zimną dłoń na policzku i wyciągnęła się jak kotka, aby dosięgnąć moich ust. Przeszedł mnie dreszcz rozkoszy, gdy musnęła moje wargi.
Jakie zdrowe podejście...?
Liam
Wieczorem nie mogłem usnąć z myślą, że obok w pokoju śpi pijany przyjaciel. Przed oczami miałem tylko i wyłącznie sytuację z windy. Tą chwile. Moment, który był błędem. A jednak. On zrobił to pod wpływem procentów, a ja w pełni świadomy nie przerwałem tego odrazu. Gorące usta Lou zadziałały jak magnez. Cholerny magnez. Nie. Tak nie może być. Musiałem o tym jak najszybciej zapomnieć, a Louisowi wmówić, że to był sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz