niedziela, 22 lipca 2012

XXXXII - "Całego, zdanie po zdaniu..."

Sylwia.

Siedziałam w pokoju z Klaudią i Karoliną. Jeśli zdarzały się chwile wolne od pracy na planie, starałyśmy się spędzać je na wspólnym leniuchowaniu. Leżałam na kanapie i podrzucałam piłeczkę do sufitu jednocześnie rozmawiając z dziewczynami.
- Kiedy patrze na Louisa mam ciarki i myślę, że to wszystko jest snem. No wiecie, że jesteśmy tu, w Wielkiej Brytanii i to z nimi - myślała na głos Karolina zwisając z łóżka głową w dół. Machała swoimi przydługimi włosami po podłodze, co przypominało zamiatanie. - Kurde, dziewczyny to taka wielka sprawa.
- No pewnie, że wielka. Widzę, że poprawił Ci się nastrój.
- Nie mam zamiaru psuć sobie najlepszych chwil życia płaczem. Naprawdę zależało mi na Louisie, ale jeśli on nie jest szczery to nie mamy o czym rozmawiać. Z resztą mam Paula, prawda? Mam Was, a to najważniejsze.
- Masz jeszcze Devona - zaśmiałam się i nałożyłam kolejną warstwę pomadki - chłopakowi na Tobie zależy.
- No sama nie wiem, ja...
W tej chwili ktoś wpadł do pokoju z hukiem. Przestraszyłam się i nie złapałam piłeczki, która walnęła z impetem w moje czoło.
- Rany, nic Ci nie jest?! - dopadł mnie ktoś.
- To my wyjdziemy - szepnęła Klaudia i zostałam sama z owym ktosiem.
Potarłam bolące czoło i podniosłam głowę. Ujrzałam jeden z najcudowniejszych widoków świata. Wpatrywały się we mnie oczy tak niebieskie i głębokie jak ocean. Porywające jak huragan. Magiczne i piękne. Zazwyczaj szalone, wtedy pełne łez. Mokre policzki i rozchylone usta. Najbardziej kojący widok jaki mogłam sobie wyobrazić. Nie chciałam budzić się z tego chwilowego transu. Byłam zupełnie jak rozbitek na tratwie, dryfujący po środku pacyfiku. Chociaż w sumie nie. Bo nie byłam tam sama. Byłam z Nim.
- Sylwia, coś Ci się stało? - usłyszałam spokojny głos.
- Nie. Chciałabym... Chcę...
- Nic już nie mów. Przepraszam, Kocham Cię i wiem, że ty mnie też.
Te ostatnie dni, były katorgą gdy nie mogłam się do niego przytulić. Nieme spojrzenia na planie nie wystarczały i serce tłukło się na kawałeczki.
W tej chwili jego wargi wpiły się w moje i nasze uczucie wybuchło jak fajerwerki. Wszystko co przed chwilą było realne zniknęło. Pokój się rozpłynął. Czułam jak Niall kładzie mnie na łóżku, nieprzerywając pocałunku. Objęłam rękami jego silne ramiona, wędrowałam po jego plecach i barkach, jakbym chciała nauczyć się go na pamięć. Szeroko z zamkniętymi oczami, czytałam zachłannie od nowa, całego, zdanie po zdaniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz